Piłkarze Zagłębia przystąpili do meczu z Górnikiem Zabrze w dość nietypowym składzie. W drużynie Rafała Ulatowskiego zabrakło Manuela Arboledy oraz Sretena Sretenovica, którzy nie mogli zagrać ze względu na nadmiar żółtych kartek. W ich miejsce na placu gry zameldowali się Przemysław Kocot oraz Vidas Alunderis. Postawa Alunderisa, mającego w ostatnim czasie problemy z załapaniem się do kadry meczowej, na tyle przypadła do gustu szkoleniowcowi miedziowych - Rafałowi Ulatowskiemu, iż ten na konferencji prasowej po zakończonym spotkaniu pochwalił reprezentanta Litwy.
Jeszcze przed rozpoczęciem meczu doszło do miłej uroczystości, podczas której Andrzej Szczypkowski odebrał z rąk prezesa Roberta Pietryszyna bukiet kwiatów i okazały puchar. Władze klubu i kibice uświęcili w ten sposób podwójny jubileusz „Szczypka”, który w meczu z Cracovią wystąpił po raz 250 w Ekstraklasie a w dniu dzisiejszym obchodził 36 urodziny.
Pierwsza połowa była zupełnie nijakim widowiskiem. Gra toczyła się głównie w strefie środkowej boiska a każda z drużyn stworzyła sobie dokładnie po jednej sytuacji bramkowej. W obu przypadkach poprawnie interweniowali bramkarze a zatem goli nie było.
Po zmianie stron gra nabrała nieco rumieńców. Stało się tak głównie za sprawą piłkarzy Zagłębia Lubin, którzy od pierwszych minut ruszyli na bramkę Górnika. Już zaraz po wznowieniu gry lubinianie wypracowali sobie dwie sytuacje, które mogły się zakończyć zdobyciem gola. Niestety ani Maciej Iwański, ani Grzegorz Bartczak nie potrafili zakończyć ich strzałem, po którym piłka znalazłaby drogę do bramki.
Im bliżej końca meczu, tym ataki lubinian bardziej przybierały na sile. Swoich szans próbowali Wojciech Łobodziński, Maciej Iwański oraz Rui Miguel, ale żadnemu z nich nie dane było trafić do siatki rywali. Sztuka ta udała się lubinianom dopiero na 6 minut przed zakończeniem spotkania. Po kombinacyjnej akcji całego zespołu, Maciej Iwański wystawił piłkę Miguelowi na szesnasty metr a Portugalczyk pięknym płaskim strzałem tuż przy słupku umieścił ją w siatce.
Radość gospodarzy z prowadzenia nie trwała zbyt długo. W 87 minucie goście wyprowadzili kontratak, po którym Jerzy Brzęczek doprowadził do wyrównania. Przy tej akcji lubinianie mieli sporo pretensji do arbitra technicznego, który po tym, jak piłka wyszła na out, nie zezwolił na przeprowadzenie wcześniej przygotowanej zmiany w zespole. Górnicy wykorzystali gapiostwo lubinian i po szybkiej i składnej akcji Brzęczek strzałem z 14 metrów w dalszy róg lubińskiej bramki, doprowadził do wyrównania.
Po stracie lubinianie rzucili się do ataków na bramkę gości, jednak brak czasu nie pozwolił im na zdobycie kolejnego gola i spotkanie zakończyło się wynikiem remisowym 1:1.